Wybory prezydenckie: Strusi But

Ogólna radocha, bo wszystko wskazuje na to, że wybory prezydenta Ukrainy w najbliższą niedzielę wygra człowiek, któremu zachodnim politykom nie wypada podawać ręki, ale obywatele tego kraju kładą na to przysłowiową laskę, gdyż żyją w przekonaniu, że nie jest z nim tak źle jeśli nosi buty ze strusiej czy krokodylej skóry, czyli że im pokazał że jest cool pacan, a to z kolei nie jest prawdą, bo to wcale nie jest cool, tylko obciach największy w najgorszym PGR. A jak wybory wygra Piękna Pani, to też nie będzie źle, bo ona jest jak Jezus, co z jednej ryby robi pięć, a z butelki wody truskawieckiej «Naftusia» litry wybornego wina i nie wiedzą biedacy, że żeby się najeść, to trzeba pracować, a nie liapaty jazykom. Jak by tam nie było, dla działaczy organizacji pozarządowych lepszy będzie Strusi But — dzięki niemu granty z Zachodu znowu popłyną na Ukrainę jak «Dnipr Szyrokyj».

Tymoszenko w krzakach Furszetu

Chciałem przelać na papier złość na ukraińską premier Julię Tymoszenko, która zamiast godnie rządzić swym pięknym krajem ciąga się po krzakach z byłym premierem Wiktorem Janukowyczem.

Chciałem wyjaśnić ludziom, że właśnie w tych krzakach Tymoszenko i Janukowycz starają się podzielić władzę w państwie na podstawie pisanej — cóż począć, ale również w krzakach — konstytucji.

Pragnąłem pisać o tym tak bardzo, że w efekcie w głowie pozostały mi już tylko krzaki, a szlachetna i demokratyczna (w moim mniemaniu) idea krytykowania uzurpatorów rozlała mi się po mózgu niczym — z milionem lian i gałęzi myślowych — busz.

Potrzebowałem wspomagacza natchnienia, a ten był w pobliskim sklepie.

Kupiłem tam butelkę wina (przecież nie przyznam się, że była to czysta wódka) plus francuskie sery i bagietkę (słonina z czosnkiem i czarny chleb ukraiński) i stanąłem w kolejce do kasy.

Wcale nie byłem zdziwiony, że kasjerka po rosyjsku zażądała ode mnie 125 griwien i 20 kapiejek i że cały jej krótki monolog w moją stronę, wraz z pytaniem o posiadanie karty zniżkowej, wygłoszony był w mowie młodszych braci narodu ukraińskiego, których sam naród ukraiński z nieznanych mi przyczyn uważa za swych braci starszych.

Zapłaciłem, podziękowałem i przystąpiłem do pakowania zakupów kiedy usłyszałem, że ta sama kasjerka, do stojącego za mną kolejkowicza, zwraca się po ukraińsku!

Prawdę mówiąc spanikowałem: mówi do mnie po rusku, bo wyglądam jak rusek? Mówi do mnie po rosyjsku, bo po latach mieszkania w Kijowie wyglądam już jak chłopak podolski kijowski? O co jej chodzi, że do mnie po rusku, a do tego za mną po ukraińsku???

Zlany zimnym potem strachu powoli obejrzałem się za siebie… Ten, do którego kasjerka zwróciła się mową Tarasa Szewczenki, był czystej wody Afrykańczykiem z Afryki.

Pomyślałem sobie, że kasjerka z supermarketu Furszet na ulicy Jarosławskiej w Kijowie jest po prostu podła.

Nie wiem, dlaczego, ale skojarzyła mi się z Julią Tymoszenko, która 4 czerwca w Krakowie piała z zachwytu nad 20-leciem zwycięstwa Polaków nad komunizmem, a później ciągała się po krzakach z byłym premierem Wiktorem Janukowyczem, starając się podzielić władzę w państwie na podstawie pisanej — cóż począć, ale również w krzakach — konstytucji:)

 

Urodziny Królowej Angielskiej/Katastrofa

Dziś, po świętach Wielkanocnych, obchodzonych przez wschodnioobrządkową Ukrainę według innego kalendarza, w sklepie obok domu nie było moich ulubionych papierosów popularnej marki.

— Wykupili — wytłumaczył skacowany sprzedawca i dalej gapił się w telewizor.

Poprosiłem o papierosy innej marki, lecz te także — jak poinformował sprzedawca — podczas świąt wykupili…

Niezrażony tymi porażkami w godzinach wieczorych chciałem wypić za zdrowie królowej angielskiej Elżbiety II szklaneczkę ginu z tonikiem. Jak wiadomo, we wtorek, 21 kwietnia, obchodziła ona swe 183-lecie, a dożyła tak sędziwego wieku, racząc się właśnie ginem z tonikiem.

Gin w lodówce mam. Lubuski. Toniku, niestety, z Polski tym razem nie przywiozłem.Znowu musiałem iść do sklepu.

— Macie tonik? — pytam.

— Jaki tonik? — pyta sprzedawca.

-No, taki do picia… — odpowiadam

-Mamy! — wykrzykuje zadowolony. — Jest gin z tonikiem!

— Ale ja nie chcę miksu ginu z tonikiem, a jedynie czysty tonik! Nie sprowadzacie takiego? — zaczynam się trochę irytować.

— U nas się pije gin z tonikiem — odpowiada niewzruszony.

Wychodzę…

Kułwa, u nas też pije się gin z tonikiem, ale nie taki, jak u was, nie zmieszany z tonikiem w fabryce ginu z tonikiem, ale zmieszany w domu, domowym sposobem, jedna trzecia ginu — dwie trzecie toniku. Najpierw się idzie do sklepu, kupuje się sam gin, a potem kupuje się sam tonik, przynosi się to do domu, miesza i tę mieszkankę należy piełdolnąć, jeśli jesteś przedstawicielem klasy robotniczej, bądź wypić, jeśli twoi bliscy otarli się o inteligencję, bądź co najmniej uważnie oglądają seriale telewizyjne.

Bo co to, curwa, jest? Planowanie centralne, że gin należy sprzedawać zmieszany z tonikiem w jednej butelce? A gdyby tak Elżbieta II, Z Bożej łaski Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej oraz innych Jej Królestw i Posiadłości królowa, przewodnicząca Wspólnoty Narodów, Obrończyni Wiary zechciałaby łaskawie pojawić się w Kijowie i naszłaby ją iście królewska chętka zabicia klina swym ulubionym trunkiem, czyli właśnie ginem z tonikiem, to podanoby jej ginowo-tonikowy miks za, urwa, 5 hrywien? A Obama? Co dostałby Barak Obama? Віскі-кола w małej buteleczce, zdobytej przez CIA-FBI w okienku jednego z kiosków chipsowo-alkoholowych na Kontraktplatz w Kijowie? Rum-cola dla Fidela Castro?

Jedno jest pewne: z trunkami i zakąskami dla prezydenta Rosji kłopotów w Kijowie nie będzie. Tutaj wszystko jest bardzo proste: wodka i siemieczki.

Apeluję o decentralizację smaków i upodobań konsumenckich. W tak zróżnicowanym pod każdym względem państwem, jakim jest Ukraina, jest to niezbędne.

Liaszkok Bururlaszok

Wymaz z pipki

Rada Najwyższa Ukrainy postanowiła dziś, że od 1 stycznia 2010 r. wjeżdżający na Ukrainę cudzoziemcy będą musieli udostępniać swe dane biometryczne.

Będą pobierać wymaz z pipki?

Bo nie wierzę, że w czasach szalejącego kryzysu władze tego pięknego w swym skomplikowaniu państwa znajdą kasę na czytniki danych biometrycznych.

No i jak będą ten z pipki wymaz  składować? W beczkach przy granicy?

Niezły to jednak pomysł. Jak się wymaz z pipki zepsuje, można będzie wyrwać potężne granty na ekologię. Od Unii Europejskiej, dla obywateli której planuje się tu przywrócić wizy.

Tęgie żyją tu głowy. Oj, tęgie.

 

Wasz Lach Buturlak

 

Żyttia i smert’

tu chyba nikt nie choruje i nie umiera bo na ulicach wcale nie widać karetek pogotowia na sygnale a jak już się niewiadomo skąd pokażą to i tak żaden kierowca mu nie ustąpi bo ma to w dupie albo nie wie że wypada ustąpić że śmierć jedzie

kiedy zaś zjawi się samochód do przewożenia pieniądza to włączy tylko światełko i trąbkę a wszycy prosze bardzo i przejeżdża sobie

pieniądz się tu szanuje

Eurowizja

Gratuluję ukraińskim siostrom i braciom sukcesu na Eurowizji. Drugie miejsce Ani Lorak to już jest coś, choć szkoda, że nie pierwsze:)

Ale cóż — Rosjanie widocznie więcej zapłacili i wygrał Dima Bilan.

Polska pojechała za to po bandzie. Zamiast wysunąć jakiś rodzimy talent, postanowiła wytrzeć sobie twarz Amerykanką Isis Gee.

Ok, ok — Isis Gee ma polskie pochodzenie, polskiego męża i mieszka w Polsce. Nie zmienia to jednak faktu, że jest plastykowym robotem, powiększoną do ludzkich rozmiarów lalką ze sklepu z zabawkami…