Pisarz przemówień

Natchniony informacją opublikowaną na blox przez Rokendroliuka pozwoliłem sobie przetłumaczyć na język polski utwór nowego nabytku kancelarii ukraińskiego prezydenta, poety Jurka Pozajaka, który będzie teraz pisał wystąpienia dla szefa państwa. Sądzę, że przemówienia autora umieszczonego poniżej wiersza będą bez wątpienia ciekawsze, niż dotychczasowe.

Duma o słoniku

Biednego słonika
Moskale męczyli
Że się swoją trąbą
Ku ziemi pochylił:

Żegnaj Ukraino,
Ukochany kraju!
I niewinny słonik
Odszedł do bram raju!

Hej! Hej!

A jako że prezydent Ukrainy jest przyjacielem prezydenta Polski, przemówienia Lechowi Kaczyńskiemu powinni pisać członkowie gdańskiej grupy poetyckiej "Zlali mi się do środka", będącej częścią anarchistycznej formacji artystycznej Totart .

Poliaki w Kijowie

Stoimy w teatrze, rozmawiamy po polsku. 

— Przepraszam, a państwo z Polski? — pyta brodacz z silnym zaśpiewem.

— Tak, jesteśmy z Polski — odpowiadamy.

— Kiedys' w Kijowie dużo Poliaków było — mówi brodaty.

— Tak, tak — kiwamy głowami. — Wiemy, że przed rewolucją żyła tu niemała polska społeczność — cieszymy się.

— Ta nie panie, przed jaką riewoliucją? Oni tu w liatach osjemdziesjontych liodówki i teliewizory skupowywali!

 

Ukraina w niebezpieczeństwie

Zadziwił mnie dziś Wiktor Andrijowycz, który mówił o zagrożeniach dla Ukrainy ze strony zagranicznych mediów, nadających na jej terytorium. — Mołodec', pomyślałem. Nareszcie bierze się za ruską popsę, wyrzuci z telewizorów kłamliwe moskiewskie wiadomości, ludzie nie będą oglądać w nich wygolonych kremlowskich karków w czarnych skórach i dresach w paski, więc zaczną nosić się bardziej z europejska…

Ale tak to już jest z tą Ukrainą, że jak cię z jednej strony gorąco pocałuje, to z drugiej koniecznie musi dać ci w ryja.

Zamiast o Moskwie Wiktor A. mówił o… Polsce, Węgrach, Rumunii i Słowacji:

"Ekspansja informacyjna zagranicznych mediów jest największym zagrożeniem naszego bezpieczeństwa narodowego. (…) Istnieje kilka centrów, które działają nie na rzecz ukraińskiej polityki, lecz prowadzą politykę obcych państw, rodzi się więc pytanie, czyim jesteśmy państwem" — mówił Juszczenko na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony.

Zdaniem prezydenta największą obecność mediów zagranicznych na Ukrainie odczuwa się na jej terenach przygranicznych. Odpowiedzialnością za to obarczył ukraiński odpowiednik polskiej Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

"Z powodu nieprzemyślanych decyzji Rady Radiofonii częstotliwości na terenach przygranicznych zostały faktycznie przekazane krajom sąsiednim" — powiedział Juszczenko.

Jako przykład wskazał 20 polskich stacji telewizyjnych i radiowych, które można odbierać na Wołyniu i w obwodzie lwowskim, oraz 83 stacje telewizyjne i radiowe z Węgier, Słowacji i Polski transmitujące swe programy na sąsiadującym z tymi krajami Zakarpaciu.

Juszczenko mówił także o rosyjskiej obecności w ukraińskiej przestrzeni medialnej, ale biorąc pod uwagę fakt, że rosyjskie stacje telewizyjne i radiowe są obecne prawie na całym terytorium Ukrainy, poświęcił im w swym wystąpieniu zadziwiająco mało czasu.""

Wstrząsające. Straszni Polacy, Węgrzy, Rumuni i Słowacy nadają te swoje programy, pokazują w nich pomalowane w pasy drogi i zadbane domy. Puszczają materiały o politykach, co jeżdżą do siedziby rządu tramwajami, nie mają ochrony a za noc z prostytutką po prostu płacą dymisją.

Źli ci Polacy, Węgrzy, Rumuni i Słowacy. Psują posłusznego obywatela Ukrainy… Jemu trzeba przecie mocnej ręki, a nie zagranicznej telewizji ze zgniłego Zachodu.

 

Polska-Ukraina 1:1

Z tęsknoty za krajem lat dziecinnych, którego nie ujrzę jeszcze przez całe dwa miesiące, zacząłem szukać podobieństw łączących ziemie nadwiślańskie z Naddnieprzem. Czyhać na tożsame zachowania ludzkie, śledzić co wspólne, nie rozdzierające.

Gdy pomysł ten dopiero kiełkował w chorej głowie, tuż pod moimi oknami los skrzyżował szlak życiowy kota podwórkowego biało-szarego z trasą samochodu marki „Krutoj Dżyp", koloru tradycyjnie czarnego.

Było lekkie „bach" i zero miauczenia: Dżyp pojechał dalej, kot legł na asfalcie.

Szkoda było zwierza, ale cóż uczynić? Zamiast, jak przystało na członka europejskiego społeczeństwa obywatelskiego, lecieć posprzątać zwłoki, stanąłem na balkonie i uważnie obserwowałem proces wprasowywania kotka w drogę.

Dobrze, że pamiętam czasy totalitarne. Pozwoliło mi to na zachowanie zdrowego dystansu wobec niewątpliwego nieszczęścia mruczka-puszka-miauciusia.

A więc kiedy kotek przekształcał się z miękkiej kulki w krwawiącą plamę, przypomniałem sobie, że w Polsce też mamy grupę kierowców, z uwielbieniem polujących na wędrujące ulicami małe zwierzątka.

Są to przeważnie koty i psy, tworzące po śmierci naturalne upiększenia futerkowe dróg wszystkich kategorii. Niestety, nie uświadczysz wśród nich biało-czarnych plam sympatycznej krowy, ni brązu bagiennego łosia…

Samochód jest wciąż za drogim nabytkiem, by pozwolić sobie na taką fantazję.

Kotka walnąć można. Krówka to za wiele…

Analiza

Analizowałem dziś wejścia na swojego bloga i zdziwiłem się, bo nie oczekiwałem, że ktoś tu w ogóle trafia. Okazało się jednak, że trafia i nawet wiem, komu to zawdzięczam, lecz nie powiem. Najpierw się trochę wkurwiłem, bo — jak by to określił poeta — koleś zjebał mnie jak burą sukę, ale potem się ucieszyłem, bo mój Agent Reklamowy chyba też się wkurwił. Tym, co napisałem ja. Więc wymyśliłem sobie, że będę nadal wkurwiał, póki wszyscy się nie wkurwią, a jak już nadejdzie wkurwienie totalne — zarówno po mojej, jak i publiki stronie — to przyjdzie "myr wsim", pokój i peace.

Chyba będę musiał go odwiedzić, może przestanie się czepiać:)

Przetrwać

Naszym największym problemem podczas wycieczek po ukraińskiej prowincji jest brak "dobrych" placówek żywieniowych. Kiedyś w Karpatach spędziliśmy prawie cały dzień, szukając miejsca, w którym można by zjeść obiad. Byliśmy śmiertelnie obrażeni na obrażalską i powolną obsługę, nie podobał się nam czas oczekiwania na realizację zamówienia. Ostatnio pojechaliśmy do Kaniowa (150 km na południe od Kijowa) i po zbadaniu trzech restauracji znowu doszliśmy do wniosku, że nie ma gdzie zjeść. Pomógł nam przypadek: zapytałem sprzedawczynię na stacji benzynowej, gdzie jadają najbogatsi obywatele tego miasta. "Mer stołuje się tam i tam" — usłyszałem. Wskazówka była naprawdę cenna: restauracja była na prawie europejskim poziomie, ceny bardzo przystępne. Gdyby nie fakt, że do rachunku doliczono nam 6 hrn za "udekorowanie stołu", wszystko byłoby ok. Potraktowaliśmy to jednak jako element miejscowego folkloru.

Nic

Nic ostatnio nie pisałem, a ranking bloga rośnie. Może rzeczywiście zająć się opisywaniem Ukrainy? Zamknąć oczy na negatywy i zachwycić się zjawiskami pozytywnymi? Sygnalizacją świetlną, migającą żółtym światłem przez zapaleniem światła czerwonego? Totalną wolnością, któej już w peelu nie uświadczysz…