Poznaj swego

Poszed ja dziś na dworzec kijowskij wstreczać znajomego z Warszawu. Takich jak ja zebrało się tam z dziesięciu. Poznał ja ich z pierwszego wejrzenia. Buty ich nie mają długich czubków, jak u tutejszych, liecz zaokronglione. Kurtki ich nie czarne i nie szkiriane, liecz od kampusa i to u wszystkich jednakowe. Palą na peroni, ale nerwowi jacyś tacyś. Chowają się za kolumnami, nerwowo rozglądająsię, jakby nie wiedzieli, że tutaj nie ma służby ochrony kulei, a nawet jak jest, to 5 hrywnu i po sprawi i pal se nawet marju konopnicku i nikt cie nie ruszy bo już masz kryszu. Nie bójta się, chłopaki — powiedziałem. To wolny kraj.

Coś tu, k… nie gra

Tuż przed ostatnią, pożegnalną wizytą prezydenta Olka K. w Kijowie, prezydent Ukrainy Wiktor J. wzywa swych wszystkich technologów politycznych i mówi im, że mają zrobić wszystko, żeby wizyta była udana, a Olek K. opuścił Ukrainę zadowolony, bo ostatnio jak wyjeżdżał, to nietęgą miał minę.

Myślą, myślą, w końcu jeden wstaje i mówi: wiem, co zrobić. Do sali, w której będą odbywały się rozmowy, należy wstawić fortepian i posadzić przy nim kurwę, niech gra.

Jak pomyśleli, tak zrobili.

Olek przyjechał, spotkał się z Wiktorem, po czym opuścił Kijów zadowolony, jak nigdy dotąd.

Juszczenko wzywa tego technologa i pyta: jak ci się to udało?

— Wie pan, prezydencie, bo jak ostatnio Olek wyjeżdżał z Kijowa, to przypadkowo usłyszałem, że mówił "coś tu kurwa nie gra".

Opis UA 5: Elita

Jak jesteś kolesiem z zachodu, nawet tak mało zachodniego jak mój, stajesz się czas od czasu —  a w miarę jego upływu coraz rzadziej — przedmiotem pewnego zainteresowania ludności miejscowej. Wiąże się to nie tylko z próbami sprawdzania przez kobiety, czy jesteś taki sam, jak kolesie tubylczy, oraz nie wyłącznie z testowaniem cię przez facetów na odporność alkoholową. To się wiąże także z możliwością bywania tam, gdzie większość nie bywa i czynienia obserwacji na temat tego, czego miejscowy lud obserwować nie może.

W ciągu ostatnich kilku lat widziałem, dowiedziałem się i przeżyłem (w kolejności przypadkowej) co następuje:

— jechałem samochodem prowadzonym przez pijanego kola, który jest dziś gubernatorem;

— widziałem znanego pisarza, który odlewał się za kulisami sali koncertowej wprost na deski sceny;

— wiem, że rzecznik prasowy jednego ważnego jara trawę;

— wiem, że na Ukrainie jest deputacki koks 500 dolców za gram;

— wiem, że były minister ostro wciąga ten koks, a jego narzeczona z przeciwnego obozu razem z nim;

— rozmawiałem z dobrze wstawioną małżonką znanego polityka;

— wiem o nieślubnym dziecku jednego muzyka;

— wiem o chorobie drugiego;

— wiem, że jeden ważny literat mieszka z żoną, a ona w tym samym mieszkaniu trzyma sobie innego i jakoś im się żyje;

— wiem, że tutejsi politycy, tuż po zdobyciu przez Ukrainę niepodległości, zabierali w swe pierwsze podróże do Brukseli gotowane jajka i smażone udka kurczęce, a potem żarli to w samolotowej biznes klasie i wszyscy się za nich wstydzili;

— wiem, gdzie i z kim nawalił się taki jeden;

— wiem, że taki jeden zawsze się nawala, a taki drugi nie wytrzymuje tutejszego tempa;

— wiem, że tamten ma kochankę, a jego kolega nie ma.

— wiem, kto pisze jednemu ważnemu przemówienia i jakie książki czyta, wobec czego wiem, dlaczego te przemówienia są tak beznadziejne.

Wiem też, że to wszystko już mi się znudziło. Poznałbym kogoś normalnego. Z ludu.

Opis UA 4: granica

Zamknęli im wjazd do peela, aż wstyd się teraz przyznać, że stamtąd jesteś, patrzą, jakbyś ich do własnego domu nie wpuszczał, bo tak w rzeczywistości jest. A jak już dostaną tę wizę, to są najszczęśliwsi na świecie i czekają w tych kolejkach na granicach i żaden z nich się nie sprzeciwi, oprócz Żeni M. w swym błyszczącym bmw, co je kupił w salonie samochodowym w Kijowie, więc się nie wstydzi podnieść czoła i zapytać, za czym kolejka ta stoi, a oni mu odpowiadają „proszę" i przepuszczają, byle szybciej. Żenia nie ma włosów i ma krępą budowę ciała, a cała reszta ma włosy i budowę ciała niekrępą, no i jeżdżą starymi oplami czy nowymi ładami, i się boją, bo nie mają roboty. Ich się nie prosi, im się nie dziękuje, ani nie przeprasza. A Żenię tak, bo wszystko ma i niczego się nie boi. Pojedzie do Poznania, kupi maszynę do kręcenia lodów za milion dolarów i pokaże, że nie ostatni z niego gość na wschód od Bugu. A jego bracia dalej będą stali na granicy, póki nie wymrą ostatni żołnierze zwycięskiej Armii Czerwonej, bo dopiero po tym granic już nie będzie…

Opis UA 3: papirosy

Więc pitolę to i się wyprowadzam.

Liczę w myślach: Za — ni xu xu. Przeciw — wszystko.

Pakuję manatki, gudbaj inglisz rouz, lecę na granicę i znowu to samo, kończą mi się fajki.

Wychodzę z maszyny, idę do sklepu, poproszu paczku papirosów malboru.

— 4,75 UAH, please.

Podzielić szybko za kursem narodowego banku polskiego kalkulatorem na pół: coś ponad 2,3 peElena. W polandzie prawie osiem. 

Wracam. Się opłaca. Palenie papirosów się opłaca.

Opis UA 2: Sklep

Nigdy nie mów tu dzień dobry, ani dobry wieczór, nie ustępuj nikomu miejsca w kolejce, nie spuszczaj wzroku ni przed klientami, ni przed sprzedawczynią. Jak spuścisz wzrok toś przepadł z kretesem, jak powiesz dzień dobry, toś trup, nie liczysz się w pogoni za towarem sklepowym, zawsze noś się tu z godnością tak, aż ci się rzygać zachce, bo jak powiesz dzień dobry, to nie jesteś klient, tylko pidiras. A pidirasy, wiadomo, nie warto zwracać na nich uwagi, więc sprzedawczyni cię nie dostrzega. I wtedy wszyscy dostają swoje wino czerwone bastardo, pół litra wódki Chortycia, kiełbasę doktorską i kalmary suszone a ty stoisz i jąkasz się: przepraszam, ja tu byłem pierwszy. I tak nikt cie nie zauważy.

Jak chcesz coś kupić w sklepie, to jedź na Petriwkę po swój wyjściowy strój sportowy, a potem stań przed nią i rzuć jej prosto w twarz: "butyłku piwa, blia…"

Opis UA 1

Przecież wyszedłem tylko na chwilę, tylko do bankomatu i ledwie zdążyłem wyjść, jak już mnie cham ochlapał tuż przy przejściu dla pieszych i nie bolałoby tak bardzo, gdyby cham nie jechał pięknym roverem discovery, który tak mi się podoba i który pewnie sobie kiedyś kupię. A jeszcze te chodniki oblodzone, u mnie na wsi w peelu jak gospodarz nie oczyści chodnika przed posesją, jest odsyłany za karę do więzienia o standardach unijnych, albo mandat mu co najmniej dają, a tu nic, zabij się człowieku, potknij się i strać życie, a przecież ja żyję tylko raz i co będzie, jak umrę, a przecież mam dzieci. Przyszła dziś do nich lekarka i napieprzała po rusku, a ja po rusku nie rozumiem, przynajmniej staram się nie rozumieć, bo jest to po linii politycznej naszego rządu poprzedniego, ale nie wiadomo, czy po linii naszego rządu obecnego, bo się pindrzą przed wizytami w Moskwie tak, że im embargo na mięso chyba zlikwidowali. Więc z tym ruskim to jest tak, że żaden z nich nie rozumie, że ktoś może tego ruskiego nie znać i jak ich prosisz, żeby mówili wolniej, to oni specjalnie jeszcze szybciej, chyba się na nas mszczą za okupację Moskwy, albo za to, że nas wzięli do unii, a ich nie i muszą stać w kolejkach po wizy. A minister Łucenko, co to nie patrzy gdzie bije i wali prosto w krocze, wcale nie musiał stać w kolejce po polską wizę, tylko se śmignął w niedzielę do iwano-frankowskiej obłasti, pokolędował, porzucał jajami w tłum, wsiadł se w limuzynę i pojechał w poniedziałek do Przemyśla, żeby go chłopaki od kopniętego w jaja nie dopadli i teraz pewnie poprosi w peelu o azyl a i tak nikt go mu nie da, bo jest prawosławny, a na dodatek jest brzydki i nie wymawia r, więc niech se jedzie tą limuzyną aż do Anglii, bo tam, ze względu na to "r" pewnie go wezmą.